Mój Q. zaczął chodzić sam w wieku 15 miesięcy, czyli całkiem prawidłowo, a kilka dni temu usłyszałam od mojego znajomego, że to dlatego, że "za długo za nim w cyckiem biegałam"! O zgrozo!! 13 miesięcy to długo?? Szczerze żałuję, że nie trwało to dłużej i mam nadzieję, że H. pokarmię co najmniej do 2 roku życia. Karmienie piersią jest dla mnie tak naturalne, jak oddychanie, nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym podać dzieciom mleko instant, jeśli mogę wykarmić je swoim, ze względów oczywistych, których przytaczać chyba nie muszę, ale jak ktoś ze zdumieniem na twarzy pyta mnie dlaczego, to oprócz tego, że z przekonań, mówię, że głównie:
- z lenistwa (nie chce mi się szykować jedzenia w proszku, strata czasu! i nadmiar nerwów, gdy trzeba podać mleko JUŻ, a woda jeszcze za zimna, czy też za gorąca),
- z oszczędności (butelki, smoczki, kolejne puszki z mlekiem modyfikowanym... kto by zliczył na ile par butów by się to przełożyło),
- z próżności (no nie oszukujmy się, dekolt matki karmiącej wygląda co najmniej dobrze :) )
... do listy dorzucić mogę jeszcze wygodę, w sumie mogę to podciągnąć pod lenistwo.
Zaczęłam 31tydzień ciąży, na wadze +6kg. Wczoraj zaczęłam szykować wyprawkę, w domu pachnie dzidziusiowym proszkiem, obie z H. miewamy się dobrze, rośniemy :)
kota behemota
sobota, 11 maja 2013
czwartek, 28 lutego 2013
dzieciństwo.
Czas mi ucieka przez palce, to już druga połowa ciąży, jest spokojniej, bezpieczniej.. A ja maksymalnie spędzam czas z Q, bo takiego czasu tylko we dwoje już niedługo nie będzie. Boję się, czy podołam z dwójką tak małych dzieci...
Po pierwszej ciąży wróciłam po 7,5 miesiącach do pracy, nie mogłam się doczekać, leciałam tam, jak na skrzydłach, Q zostawał z babcią, ale im był starszy, tym było gorzej, łapał mnie na nogi, wołał MAMA, wspinał się i płakał, żebym nie szła i go nie zostawiała. Małe ufne rączki, oczy, łzy, jak grochy na policzkach i błagalne spojrzenia... I przegapiałam wiele momentów, ważnych momentów z jego życia kosztem robienia kariery.. eh.. teraz zwolniłam, będzie mniej pieniedzy, ale damy radę, nie chcę żałować i pluć sobie w brodę po latach, że dokonałam takich, a nie innych wyborów.
Mamy kredyt na 20lat, praca pracą, jak nie ta, to inna, ale tak ważnego czasu z dziećmi nic już nie wróci. I choć nie jestem typem mamuśki z dresie, to jednak teraz czuję, że to ten czas, w którym jestem przede wszystkim mamą i mam nadzieję, że będe umiała pogodzić wszystko nikogo przy tym nie krzywdząc. A do pracy wrócę po rocznym urlopie rodzicielskim, na który się wybieram!
Po pierwszej ciąży wróciłam po 7,5 miesiącach do pracy, nie mogłam się doczekać, leciałam tam, jak na skrzydłach, Q zostawał z babcią, ale im był starszy, tym było gorzej, łapał mnie na nogi, wołał MAMA, wspinał się i płakał, żebym nie szła i go nie zostawiała. Małe ufne rączki, oczy, łzy, jak grochy na policzkach i błagalne spojrzenia... I przegapiałam wiele momentów, ważnych momentów z jego życia kosztem robienia kariery.. eh.. teraz zwolniłam, będzie mniej pieniedzy, ale damy radę, nie chcę żałować i pluć sobie w brodę po latach, że dokonałam takich, a nie innych wyborów.
Mamy kredyt na 20lat, praca pracą, jak nie ta, to inna, ale tak ważnego czasu z dziećmi nic już nie wróci. I choć nie jestem typem mamuśki z dresie, to jednak teraz czuję, że to ten czas, w którym jestem przede wszystkim mamą i mam nadzieję, że będe umiała pogodzić wszystko nikogo przy tym nie krzywdząc. A do pracy wrócę po rocznym urlopie rodzicielskim, na który się wybieram!
środa, 13 lutego 2013
list z lasu.
Ponad 2 tygodnie niepokoju, strachu i zmartwień, bilans ciążowy na plus, H. wciąż buszuje w brzuchu i kopie uparcie chcąc mnie przekonać, że będzie dobrze, że damy radę do lipca!
Zaczynam mocniej w to wierzyć, dziś nie plamię! W poniedziałek wizyta "połówkowa"! Dziękuję za wszystkie zaciśnięte kciuki, za słowa wsparcia, nawet nie macie pojęcia, jak wiele mi dały. Nadal ciąża jest zagrożona, nadal mam maksymalnie dużo odpoczywać, nadal nie dźwigać.
A poza tym, mam piękny widok z okna, strasznie się cieszę, że mieszkam na wsi! Ja - taka wielce miastowa, kosmopolitka ha! Odnalazłam się tu, jest mi tu błogo, bezpiecznie i spokojnie. Nie tęsknię wcale za miastem. A jak zatęsknię, to mogę wsiąść w samochód i za 15 minut stoję sobie uroczo w korku na światłach i wdycham śmierdzące opary innych samochodów.
Wczoraj byliśmy na spacerze w lesie (20m od domu mamy wielki las ze ścieżkami spacerowymi, a 20m w drugą stronę-małą stadninę koni), tak cicho, spokojnie, las zimą jest niesamowity. Szkoda, że Q nie lubi siedzieć w sankach i musieliśmy wziąć wózek, ale i tak było cudownie :)
Q śmieje się z mojego pępka, cóż, taki jego urok, że podczas ciąży robi się wypukły, no i Q ma frajdę, jak go pytam "Gdzie jest dzidzia?", to mój mały zbój podnosi mi koszulkę, paluszkiem wciska pępek do środka (to boli!!) i się niesamowicie przy tym śmieje.
Zaczynam mocniej w to wierzyć, dziś nie plamię! W poniedziałek wizyta "połówkowa"! Dziękuję za wszystkie zaciśnięte kciuki, za słowa wsparcia, nawet nie macie pojęcia, jak wiele mi dały. Nadal ciąża jest zagrożona, nadal mam maksymalnie dużo odpoczywać, nadal nie dźwigać.
sukienka Zara :)
A poza tym, mam piękny widok z okna, strasznie się cieszę, że mieszkam na wsi! Ja - taka wielce miastowa, kosmopolitka ha! Odnalazłam się tu, jest mi tu błogo, bezpiecznie i spokojnie. Nie tęsknię wcale za miastem. A jak zatęsknię, to mogę wsiąść w samochód i za 15 minut stoję sobie uroczo w korku na światłach i wdycham śmierdzące opary innych samochodów.
Wczoraj byliśmy na spacerze w lesie (20m od domu mamy wielki las ze ścieżkami spacerowymi, a 20m w drugą stronę-małą stadninę koni), tak cicho, spokojnie, las zimą jest niesamowity. Szkoda, że Q nie lubi siedzieć w sankach i musieliśmy wziąć wózek, ale i tak było cudownie :)
Q śmieje się z mojego pępka, cóż, taki jego urok, że podczas ciąży robi się wypukły, no i Q ma frajdę, jak go pytam "Gdzie jest dzidzia?", to mój mały zbój podnosi mi koszulkę, paluszkiem wciska pępek do środka (to boli!!) i się niesamowicie przy tym śmieje.
niedziela, 3 lutego 2013
O nadziei.
Walczę o Okruszynkę, od czwartku żyję nadzieją i wiem co to znaczy NAPRAWDE sie bać. Zaczynam 18t.c., od jakiegoś tygodnia czuje jej ruchy, bez nich bym oszalała z rozpaczy, po czwartkowych krwawieniach leżę plackiem i czekam i niestety plamię. Wczoraj kupiłam małą sukienkę, uparcie wierzę, że będzie dobrze...
piątek, 25 stycznia 2013
już TUTAJ!
I jesteśmy już u siebie. Nadal żyjemy kartonowo, ale powoli jakoś staramy się wszystko ogarnąć, nie pisałam, bo Q jakoś średnio zniósł przeprowadzkę, cały jego bezpieczny, rutynowy świat legł w gruzach, wszystko się zachwiało, pierwsze dni były bardzo niefajne, Q był rozbity, płaczliwy i strasznie potrzebował być na rękach. Okropnie mi go szkoda, płakałam razem z nim, chciałam pakować się i wracać. Ale jest już lepiej, powoli się przywyczaja do nowych ścian, odgłosów, zaczyna akceptować sytuację. Na szczęście dobrze sypia.
A Okruch...Okruch od wtorku daje o sobie znać, puka mi w brzuch od środka :) I gin dał mi zapewnienie, że na 99,9% Okruch będzie dziewczynką!
wtorek, 1 stycznia 2013
Od nowa.
Witajcie w 2013r!!! Niech Nowy Rok będzie lepszy niż poprzedni, niech spełnią się wszystkie Wasze marzenia!!!
Z nowym rokiem wypadałoby zrobić listę noworocznych postanowień i z całych sił starać się je zrealizować, o ile zwykle te postanowienia bywały u mnie często wymyślane na szybko, byle były i równie szybko zapominane, w tym roku mocno je przemyślałam:
* ja urodzi się Okruch, pod żadnym względem nie mogę zaniedbać Q. nie mogę dopuścić do tego, żeby mój synek w jakiejkolwiek sytuacji poczuł się odtrącony!
* odkryję w sobie nowe, olbrzymie pokłady cierpliwości, siły i miłości, której nie będę dzielić, tylko mnożyć.
I jeszcze takie małe wyjaśnienie, kilka miesięcy temu nie skasowałam bloga, ktoś mi się tutaj włamał. Jak już udało mi się odzyskać hasło i zobaczyłam, że ów włamywacz wykasował niemal wszystkie posty, zrobiłam mi się tak przykro, że spasowałam i w sumie miałam już nie pisać, ale nigdy nie mów nigdy... I jestem.
Z nowym rokiem wypadałoby zrobić listę noworocznych postanowień i z całych sił starać się je zrealizować, o ile zwykle te postanowienia bywały u mnie często wymyślane na szybko, byle były i równie szybko zapominane, w tym roku mocno je przemyślałam:
* ja urodzi się Okruch, pod żadnym względem nie mogę zaniedbać Q. nie mogę dopuścić do tego, żeby mój synek w jakiejkolwiek sytuacji poczuł się odtrącony!
* odkryję w sobie nowe, olbrzymie pokłady cierpliwości, siły i miłości, której nie będę dzielić, tylko mnożyć.
I jeszcze takie małe wyjaśnienie, kilka miesięcy temu nie skasowałam bloga, ktoś mi się tutaj włamał. Jak już udało mi się odzyskać hasło i zobaczyłam, że ów włamywacz wykasował niemal wszystkie posty, zrobiłam mi się tak przykro, że spasowałam i w sumie miałam już nie pisać, ale nigdy nie mów nigdy... I jestem.
czwartek, 27 grudnia 2012
tęskniłam!
Kiedyś tu było modowo, a teraz jakaś nieodparta część mnie chce pisać o tym, jak to jest być kobietą z tej innej, bardziej hmm naturalnej (?) strony. Jestem MAMĄ, a w lipcu Q będzie miał rodzeństwo! Bardzo chciane i planowane, jak sam Q. I to jest wyzwanie, które potrzebuję opisywać.
Dodatkowo jesteśmy na kartonach/worach/walizkach/etc. Święta miały być już na swoim, ale brakło nam tych kilku dni, teraz bez ciśnień, na spokojnie jakoś niedługo już zamieszkamy w NASZYM domu.
A i modowo trochę też będzie, no nie oszukujmy się ;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)




